Robaczku:*
Slyszec Twoj glos, Twoj smiech...nie potrafie opisac uczucia, ktore temu
towarzyszy. Podczas wczorajszej wieczornej rozmowy, mialam wrazenie ze
jestes ze mna, ze siedzisz tuz obok. Dzis minely rowno dwa miesiace jak
jestes na statku. Dwa strasznie dlugie i ciezkie miesiace zarowno dla
mnie jak i dla Ciebie. Jedyne o czym marze, to zebys juz wrocil, zebys w
koncu byl ze mna, zebym mogla w spokoju poopowiadac Ci, co dzieje sie w
pracy, zebym mogla zasnac wtulona w Twoje ramiona. Boli. boli mnie serce
i dusza. Boli mnie kazdy fragment ciala, ktorego od tak dawna nie
dotykales. Milion razy powtarzam sobie, ze przeciez pokochalam
marynarza, ze musze czekac cierpliwie. Tylko wiesz, mimo calej mojej
wiary w slusznosc tych slow- one nie dzialaja. Bo ja moge wszystkich
ludzi przekonac, ze tak musi byc, tylko samej siebie nie...Jestem
dzielna. Nawet bardzo. Zanim zaczynam plakac zawsze wczesniej sie
rozlacze...Bo widzisz ja rzadko kiedy jestem zla, czasem tylko tesknota
jest tak silna, ze juz nie moge...A pierwsza zasada marynarzowych brzmi-
nigdy nie placz mu w sluchawke. Nigdy nie mow jak bardzo jest ci ciezko
i zle- bo On, bedac miliony kilometrow od Ciebie i tak nie pomoze, a
tylko sie zdoluje. Wiec nie placze i jakos ogarniam ten moj swiat,
zapychajac w nim kazda wolna sekunde. Zeby tylko czas plynal szybciej...
Podobno przygaslam. Tak mowi tato, po raz milionowy pytajac czy warto.
Nie zrozum tego źle- on po prostu nie lubi kiedy jego dzieci cierpia- a
jesli robia to dobrowolnie, tym trudniej mu to zrozumiec. Zawsze
odpowiadam, ze tak. I moje zdanie sie nie zmieni. Wtedy jak zawsze pyta,
co u Ciebie i gdzie jestes. Ale chyba juz taka rola ojcow...
Przepraszam,za wylane tu smutki. I nie martw sie- przejdzie mi, albo w
koncu sie przyzwyczaje do Twojej nieobecnosci. Jedno z dwoch na pewno.
I wcale nie przygaslam...
Tylko czasem kropla z oczu
Po policzku w dol sie stoczy
I to dziwne drzenie rak.
kocham Cie.
A.
sobota, 23 października 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
0 komentarze:
Prześlij komentarz