sobota, 22 stycznia 2011

Kocim okiem.

Kampania na rzecz
Prawdziwych Kotów
Aż nazbyt wielu ludzi w tych czasach przyzwyczaja się do nudnych, masowo
produkowanych kotów, które często wręcz ociekają zdrowiem i odżywczymi witaminami,
jednak nie mogą się równać z dobrymi, starymi kotami, jakie bywały kiedyś. Kampania na
rzecz Prawdziwych Kotów dąży do zmiany tej sytuacji, pomagając ludziom rozpoznawać
koty Prawdziwe, kiedy je spotkają. Stąd ta książka.
Kampania na rzecz Prawdziwych Kotów jest przeciwna masowo wytwarzanym
kotom z beczki.
No dobrze. Wiec jak mamy rozpoznać kota Prawdziwego?
Proste. Natura wykonała za was sporą część pracy, dzięki czemu liczne koty
Prawdziwe są rozpoznawalne natychmiast. Na przykład wszystkie koty z pyszczkami,
które wyglądają, jakby ktoś wkręcił je w imadło, a potem wielokrotnie walił młotkiem
owiniętym skarpetą, są Prawdziwymi kotami. Koty z uszami, które sprawiają wrażenie,
jakby ktoś przyciął je nożycami o zębatych ostrzach, też są Prawdziwymi kotami. Prawie
każdy nierodowodowy, niewysterylizowany kocur jest nie tylko Prawdziwy, ale w miarę
bywania w waszym domu staje się Prawdziwszy i Prawdziwszy, aż w jego Prawdziwość
nikt już nie może wątpić.
Puszyste koty niekoniecznie są niePrawdziwe, ale jeśli przed obiektywem,
reklamując cokolwiek ze słowem „Miau" na dołączonym zdjęciu produktu, uparcie
przybierają urażony wyraz pyszczka, to stanowczo każą powątpiewać w swoją
Prawdziwość.

sobota, 23 października 2010

. 2010-03-14

Mam nadzieje, ze juz nic nie wymyslisz, bo dzisiaj zarezerowalam spanie
w gdyni- sam mowiles, ze jest ladniejsza i morze ma, wiec zdecydowalam
sie na nia zamiast na gdansk:) Jutro o 13.50 powinnam byc w gdyni, o 15
zaczyna sie doba "hotelowa" wiec wypije kawe i zajme mieszkanie.
Zima wrocila po calosci, takze i snieg uda ci sie pewnie jeszcze
zobaczyc. ( oby tylko pociagi w miare normalnie jezdzily). To moj
ostatni wieczor w B.- leze sobie wlasnie w przydzielonym na
wlasnosc pokoju i delektuje sie urlopem.
JAkos mi sie nie chce wierzyc, ze juz wracasz...a moze nadal wole sie
nie nastawiac? Ech z kazdym dniem bardziej nie lubie Twojej pracy.
Lezalam sobie dzisiaj na lozku w Toruniu i probowalam wyobrazic jak to
bedzie, jak juz wrocisz. I nie wychodzi mi. Twoj powrot wydaje mi sie
tak nierealny, ze az strach. Za to co raz bardziej zazdroszcze tym
wszystkim, ktorzy maja swoja polowke przy sobie, zyja normalnie, razem
smaza jajecznice...Tesknie

odp. :) 2010-03-12

Dnia 12-03-2010 o godz. 16:52 XXXXXnapisał(a):
> Jestem smutny bo pewnie sie zdenerwowalas ta zmiana lotow. Jesli nie
> przyjedziesz bede bardzo bardzo bardzo smutny, ale zrozumiem... :(:(:(
>
>


tak po krotce to pierdol sie.

czekajac na Godota 2010-03-11

Znasz taka ksiazke? Dwaj żebracy, Vladimir i Estragon, czekają na Godota
na jednej z wiejskich dróg. Czekając na tę zagadkową postać, która
zresztą nigdy nie nadejdzie, starają się zabić czas. Najpierw się kłócą,
później rozmawiają na rożne błahe tematy, zupełnie bez znaczenia,
wtrącając tu i tam powiedzenia albo cytaty biblijne. Starają się zabić
pustkę ich egzystencji. Estragon, w obliczu tego niekończącego się
czekania, proponuje się zabić. Ale nie mając sznura, Vladimir proponuje
raczej poczekać na słynnego Godota, bohatera oczekiwanego jako zbawcę.
Sztuka absurdu stworzona przez Becketta...
Czekanie na marynarza- sztuka absurdu stworzona przez zycie...

Czekam.

gdy zapada zmierzch 2010-03-08

To przychodzi falami...Leze, slucham muzyki i nagle zaczynaja naplywac
wspomnienia. Plawie sie w nich do czasu, kiedy pojawia sie uczucie
narastajacej paniki. To troche jak z moja astma- nie wiadomo skad, nie
wiadomo dlaczego, a boli tak bardzo. W glowie mam rozne dziwne mysli,
nagle narasta we mnie przekonanie, ze do mnie nie wrocisz. Ze juz nie
zobacze Twojego kochanego usmiechu, ze stwierdzisz, ze nasz zwiazek byl
pomylka. To chore, ale towarzyszy temu tak cholerny strach, ze nie
potrafie wowczas racjonalnie myslec. Dobra chwila musi minac, nim sie z
tego otrzasne, nim wroci swiadomosc...
Ale to pewnie tylko skutek uboczny tesknoty. Duzo o niej ostatnio mysle.
Czy wiesz, ze psychologowie wyrozniaja kilka faz przezywania straty?
Mysle, ze ktos powinien przeanalizowac etapy rozstania- sa bardzo
podobne.
I FAZA: Wstrząs,odrętwienie, niemożność wyrażenia uczuć - dysocjacja
myśli i uczuć niedowierzanie- to jak pierwsze dni po rozstaniu-
zwlaszcza to niedowierzanie i nieumiejetnosc wyrazenia tego, co sie
czuje. Jeszcze nie odczuwa sie braku, jeszcze nie do konca rozumie sie,
co sie stalo.
II FAZA: Protest- szukanie alternatywnego rozwiązania w miejsce
realności- w tym wypadku mamy gniew, protest, pretensje, zal, nie
potrafimy pogodzic sie z samotnoscia, tu pojawiaja sie pierwsze klotnie,
pierwsze znaczace oznaki samotnosci.
III FAZA: Dezorganizacja- to faza kiedy probuje sie jakos posklejac
samodzielnie to zycie do kupy. Faza chyba najtrudniejsza psychicznie- to
tu pojawiaja sie te wszystkie depresje, dolki, najwiekszy bol i to
cholerne poczucie, ze niczego nie mozna zmienic, ze trzeba sie z tym
pogodzic. Nie ma juz sily na gniew i pretensje- zostaje tylko uczucie
pustki...
V FAZA: Reorganizacja - stopniowe powracanie do normy- faza
najtrudniejsza dla zwiazku, im przychodzi pozniej tym lepiej. To faza,
ktora miales na mysli, kiedy twierdziles, ze po pewnym czasie bedzie mi
bez roznicy czy wrocisz po 4 czy po 6 mc. Dlaczego najtrudniejsza? Bo
wylacza uczucia. Moze to okrutne, ale chyba tak dziala ludzka psychika,
ze po pewnym czasie akceptuje sie stan rzeczy takim, jaki jest powoli
spychajac go gdzies do podswiadomosci. Wlasnie niedawno zlapalam te
faze. Juz nie mam sily odliczac, nie mam sily myslenia o tym wszystkim,
po prostu akceptuje to tak jak jest. Odczuwam juz tylko jedno wielkie
zmeczenie tym stanem rzeczy.
Nie mysl sobie, ze cie nie kocham czy cos podobnego. Bynajmniej nie
uwolnisz sie ode mnie tak szybko.
Po prostu ciekawie zmienialo sie moje podejscie do tematu przez te kilka
miesiecy. Wiem teraz tylko jedno- nigdy, przenigdy, nie puszcze Cie na 6
mc. Wlasnie dlatego, ze byloby mi to obojetne kiedy wrocisz. Obojetnosc
zabija milosc. Nie mozna za dlugo zyc wspomnieniami. I niewazne co
mowilam, nie puszcze i koniec i jesli bede musiala postawic Cie przed
wyborem ja czy morze to postawie, bo 4 mc to juz za dlugo, a co dopiero
6...
Jeszcze tylko 5 dni. Oby. W koncu nawet nadzieja kiedys umiera...

Kocham Cie tak bardzo...:*

slow kilka 2010-03-06

Przed chwila w wannie przeczytalam cos ciekawego. ( owszem jest juz kolo
24, ale ostatnio zagubilam po drodze dwie potrzeby- snu i jedzenia).
A powracajac do tego, co przecztalam. Oczywiscie na tapecie nadal 188
dni i nocy. Duzo pisza tam o filozofii i Bogu. Kwestia Boga albo i boga
jak kto woli zwykle kojarzy mi sie z Toba. Moze dlatego, ze jestes
jedyna znana mi osoba, ktora wierzy i praktykuje, a moze dlatego, ze
jestes najblizsza mi osoba, ktora wierzy i praktykuje? W ksiazce kwestia
boga przedstawiona jest w sposob nastepujacy

". Ludzie wierzący w boga wierzą także w to, że wszystko odbywa się
według pewnego bożego planu. Oznacza to nic innego, jak pełną i ustaloną
z góry determinację. Jeśli tak jest w rzeczywistości i faktycznie
wszystko odbywa się według planu boga, to nie ma w tej konstrukcji
zupełnie miejsca na wolną wolę! Podporządkowanie się czyjemuś z góry
ustalonemu planowi wyklucza przecież wolność. Wtedy Norbert otworzył
(ale tym razem już tylko dla siebie) drugą puszkę piwa i zaczął
filozofować. Dowiedziałem się natychmiast, że "pojmuję boga jak naiwne i
niedouczone dziecko przed pierwszą komunią". Bóg to nie jest jakiś
starzec z siwą brodą, który kiedyś wszystko zaplanował, łącznie z
tsunami, i teraz przygląda się z góry, obserwując, co z tego wynika.
Niektórym grozi palcem, a niektórych głaszcze dobrotliwie po głowie.
Takiego boga nie ma i nigdy nie było. "Bóg to nic innego - zdaniem
Norberta - niż stwórca «materii uduchowionej"" niemającej nic
wspólnego z materią ożywioną". Dlatego na przykład ewolucja nie jest
sprzeczna z kreacjonizmem. Zdaniem Norberta bóg był potrzebny tylko po
to, aby obdarzyć człowieka godnością. To, czy człowiek pochodzi od
małpy, czy został stworzony w jednorazowym akcie działania w swojej
obecnej postaci, nie ma absolutnie żadnego znaczenia. Ważne jest tylko
to, co zdarzyło się na końcu ewolucji lub dajmy na to "stworzenia":
spłynięcie godności na człowieka. Tego, że człowiek ma godność, nie
podważa żaden heretyk i także nikt nie potrafi wyjaśnić, skąd się owa
godność wzięła. I to jest najważniejsze. To także uzasadnia istnienie
jakiegoś "inteligentnego projektu". Cała reszta to jedynie wytwór
religii. Ale nie boga. Bóg nie potrzebuje ani żadnej religii, ani
żadnego kościoła. To ludzie ich potrzebują. Bo są zagubieni, chcą
drogowskazów i wyraźnego rozróżnienia pomiędzy tym, co dobre, a co złe.
Ale chcą tego właśnie dzięki godności. A godność to przede wszystkim
prawo wyboru i wolna wola - żeby zabijać, ale także żeby ratować się
nawzajem, poświęcając przy tym swoje życie..."

Czy moze byc bardziej ludzka wizja boga vel Boga? koniecznie bedziemy
musieli o tym porozmawiac jak wrocisz:*

(brak tematu)2010-02-23

"Moja mała Amelio, twoje kości nie są ze szkła. Możesz zderzać się z
życiem..."

Chyba czasem wolalabym miec jednak kosci ze szkla. Zyc w jakims
hermetycznym opakowaniu, calkowicie chroniacym od zycia. Piszesz Kotus,
ze niczego nie tracimy. No coz nie moge sie z Toba zgodzic, bo owszem
chwile, ktore przyjdzie nam spedzic ze soba po rejsie beda cudowne, ale
nie oddadza tych, ktore juz minely. Nie mysl, ze sie skraze- taki juz
moj los marynarzowej, ze ciagle sama, ciagle z nosem w marinetrafficu,
ciagle zabijajaca czas wolny. Tylko sa takie dni, kiedy jedyne o czym
marze, to zeby mnie ktos przytulil. W takich chwilach jak te, nie chce
sluchac, ze juz niedlugo, ze robisz to dla nas, ze...
Nie chce sluchac pocieszania, zdroworozsadkowych argumentow, i hasel
motywujaco wspierajacych. Chce zebys mnie objal i milczal. Chce moc
pomyslec: trwaj chwilo- jestes piekna!

Chcialabym wylaczyc funkcje myslenia. Chcialabym nie czuc kazdej z
mozolem mijajacej minuty. Nie potrafie. Moge nie liczyc, nie zastanawiac
sie ile to jeszcze dni minie, ale nie potrafie przestac myslec. Zyje
wspomnieniami, chwilami zakodowanymi gdzies w zakamarkach duszy. Nie
chce cieszyc sie z tego, ze w koncu uslysze Twoj glos. Chce zebys juz
wrocil. Chce w pelni egoistycznie czerpac przyjemnosc z tego, ze Cie mam.

Kurwa!

Takie piekne polskie wykrzyknienie- wyraza wiecej niz tysiac slow.
Cztery miesiace to zdecydowanie za dlugo jak dla mnie. Wykorzystalam juz
wszystkie mozliwe pomysly i strategie na zycie bez Ciebie. Zaczynam byc
sfrustrowana z byle powodu, byle pierdola wyprowadza mnie z rownowagi i
to do tego stopnia, ze najchetniej siadlabym i zaczela ryczec. Chyba
skonczyly mi sie kochanie zapasy optymizmu- i tylko jak tu przetrwac
jeszcze miesiac?:(

Tesknie tak bardzo...

A.